|
Pod ostrzałem gromów.
W końcówce lat 40. XX wieku nie było tam żadnej kolejki linowej, i profesorowie musieli wspinać się tam jak turyści czy alpiniści. Droga była trudna i długa. Kiedyś na podejściu do Prijuta 11 zastała ich burza. Słońce schowało się za granią i w górach zaczęło ciemnieć. Chmura burzowa była jeszcze daleko, ale ludzie na podejściu czuli na całym ciele jakby ukłucia milionów igiełek, a kiedy jeden z nich zdjął czapkę, to włosy na głowie stanęły mu dęba, zaś głowę mu otoczył świetlisty nimb[2]... Znów inny z nich podchodząc pod górę wzniósł nad głowę czekan szpicem do góry. Rozległ się silny odgłos, jakby skwierczenia, a na ostrzu czekana pokazał się błękitny ogień. Potem ów odgłos stał się głośniejszy i coraz bardziej przenikliwy, zaś łuk elektryczny zaczął się wydłużać tak, że przypominał ognisty miecz...
- Rzuć czekan! – po jakiejś sekundzie krzyknął Jewgienij do swego towarzysza. Przerażony młodzieniec odrzucił go w dół stoku i czekan zaczął zsuwać się po pochyłości. I niemal w tej samej chwili w niego uderzyła błyskawica. Ludzie na pewien czas oślepili i ogłuchli, zaś chłopak, który odrzucił czekan odniósł nawet lekką kontuzję. Na ich szczęście wyładowanie pioruna było na tyle słabe, i wszystko skończyło się bez poważniejszych następstw.
Także w Himalajach...
Znakomity rosyjski podróżnik i himalaista Nikołaj Roerich w czasie swej ekspedycji w Himalaje, w latach 20. XX wieku, nieraz spotykał się w górach z elektrycznymi i świetlnymi zjawiskami. Opisywał to tak:
W Nimu – niewielkim miasteczku położonym przed Lechom na wysokości 11.000 stóp[3], przydarzyło nam się coś dziwnego, przy czym nie da się przejść do porządku dziennego i nie miało żadnych analogii do znanych nam praw przyrody. Był spokojny i jasny dzień. Rozbiliśmy namioty. Około godziny 10. wieczorem już spałem, a J.I.[4] podeszła do swego posłania i chciała podnieść koc. Kiedy dotknęła koca, buchnęły z niego ogromne różowo-liliowe płomienie koloru łuku elektrycznego, które tworzyły coś w rodzaju ogniska o wysokości jednej stopy. J.I. z okrzykiem »Ogień! Ogień!!!« obudziła mnie. Podniosłem się z pościeli i zobaczyłem, co następuje: ciemną sylwetkę J.I., a za nią wznoszące się i oświetlające namiot płomienie. J.I. usiłowała zgasić rękami ten ogień, ale on jak ognisko wyrywał się jej spod rąk i rozsypał się na części. Jedynym efektem był tylko lekki wzrost temperatury, a poza tym ani zapachu spalenizny ani jednego dźwięku. Niczego. Płomienie zmniejszyły się i znikły stopniowo, nie pozostawiając na kocu żadnego śladu. Wcześniej widzieliśmy już różne zjawiska elektryczne, ale muszę przyznać, że zjawisko elektryczne o takiej sile nigdy nie mieliśmy okazji oglądać.
W Dardżilindze piorun kulisty pojawił się w odległości dwóch stóp od mojej głowy. W Hulmarku, w Kaszmirze, w czasie trzydniowej nieustannej burzy gradowej mieliśmy okazję widzieć wszystkie możliwe kształty i rodzaje błyskawic. A w Transhimalajach mieliśmy okazję odczuć na własnej skórze rozliczne zjawiska elektryczne.
Pamiętam, jak w Czunarhenie na wysokości 15.000 stóp, obudziwszy się nocą w namiocie, dotknąłem ścianki i w tym momencie poraziło mnie silne światło, które jakby okrążało moją rękę. Założyłem, że to zjawisko mogło tylko powstać tylko wskutek tarcia o wełniany koc, dotknąłem mojej poduszki. Efekt powtórzył się, a następnie zaczął się pojawiać na różnych przedmiotach z drewna, papieru i na brezencie – i wszędzie pojawiało się takie samo niebieskawe światło, bez żadnego dźwięku i zapachu...
Elektryczne... lawiny?
Jak widać z przytoczonego opisu, w górach dziwne fenomeny elektryczne zdarzają się także nie tylko w czasie burzy, ale i w czasie doskonałej pogody. Wiele z nich związane jest z takim typowo górskim zjawiskiem, jakimi są... lawiny! I tak w Pamirze są takie miejsca, w których schodzą wielokrotnie lawiny o objętości setek tysięcy i nawet milionów kilometrów sześciennych śniegu! Glacjologowie obserwujący nocami zejścia takich lawin opowiadają o świecących feerycznie masach śnieżno-powietrznych obłoków, które przenikają miliony krótkich błyskawic.
Lawiny z zleżałego śniegu wiodą żywot bardziej spokojny. Jeżeli w górach, w nocy obserwator zauważy długą poziomą błyskawicę,, która rozbłyśnie na stoku górskim, to oznaczać może, że nastąpiło rozerwanie śnieżnego pokrycia i w dół polecieć może w każdej chwili masa twardego, mokrego śniegu. Drugi błysk światła towarzyszy uderzeniu tej masy śniegu w dno doliny lub o przeciwstok.
Pierścienie i Miecze Nibelungów.
Na Elbrusie w czasie zamieci śnieżnych wielokrotnie obserwowano świecące śnieżne obłoki. Zjawisko to powstaje pod wpływem tarcia masy śnieżynek o powierzchnię lodowca. Zjawisko to zaczyna się wtedy, kiedy masy śniegu zaczynają schodzić w dół po gładkim stoku. Elektryczne świecenie lawin powstaje wskutek tarcia o siebie śnieżno-lodowych mas.
Artykuł ten można by zatytułować „Elektryczne fenomeny gór”, ale nie wszystkie zaobserwowane zjawiska świetlne w górach da się wytłumaczyć w oparciu li tylko o elektryczność. Rzecz idzie o fenomenie świetlnym znanym z Alp pod nazwą Pierścienia Nibelungów – świetlistych kręgach o różnych rozmiarach (nawet do dziesiątków metrów), które wzlatują w nocne niebo z wysokich szczytów górskich. Tamże obserwuje się jeszcze bardziej rzadkie zjawisko – Miecz Nibelungów – jasny, prawie nie rozpraszający się świetlny promień, zazwyczaj koloru niebieskiego bijący ze szczelin, a czasami ze szczytów górskich pionowo w niebo.[5]
Podobne zjawiska obserwowano i w górach wschodniej Gruzji, w pobliżu granicy z Azerbejdżanem, w Pamirze i Himalajach. Na początku lat 80. takie zjawiska obserwowali pewnej nocy w Pamirze dwaj geofizycy – Niekrasow i Ułomow. Wedle ich relacji, promień ten był jakby zakrzywiony, ale najprawdopodobniej był to tylko efekt perspektywy. Jesienią 1985 roku, taki promień widzieli nad drugim szczytem Elbrusu alpiniści z Nowosybirska, przy czym było ono obserwowane w czasie 20 minut przy doskonałej pogodzie.
W roku 1991, krasnojarscy alpiniści pod wodzą Nikołaja Zacharowa w czasie wychodzenia na himalajski ośmiotysięcznik Czo-Oju cała ekipą obserwowali na sąsiedniej grani promień światła, który bił w niebo i rozpraszał się na obłokach. Miejscowość ta jest absolutnie bezludna i do najbliższej cywilizacji jest wiele kilometrów wędrówki po wertepach. Natura tych zjawisk do tej pory jest nieznana...
Realizując mój PROJEKT TATRY słyszałem o takich zjawiskach, które opisano powyżej, ale nie zetknąłem się z nimi osobiście, co nie znaczy, że ich nie ma w naszych, polskich górach. Z ogniami św. Elma spotkałem się w Tatrach czy Beskidach niejednokrotnie, ale nie widziałem błyskawic towarzyszących lawinom. Inna rzecz, że nie miałem okazji spędzać nocy zimowych w górach pod gołym niebem i w lawiniastej okolicy. Być może któryś z Czytelników spotkał się jednak z tym zjawiskiem?
Elektryczność statyczna w górach może wpływać na nasze aparaty fotograficzne – już to zwykłe, już to cyfrowe – i powodować pojawianie się na zdjęciach różnych plam, poświat i aur, które potem niektórzy badacze wiążą z obecnością UFO nad górami.
I wreszcie elektryczność górska może powodować powstanie silnych pól elektrycznych, które z kolei mogą powodować zmiany pola magnetycznego Ziemi, co z kolei powoduje dezorientację ludzi i kompasów – zjawisko o którym już pisałem niejednokrotnie, a znane z naszego Widmolandu.
Myślę zatem, że jest to jakieś wyjaśnienie chociaż części zaobserwowanych tam zjawisk, które podpina się tradycyjnie pod ufozjawisko. Ale nie wyjaśnia ono wszystkiego, co można zaobserwować w górach naszej planety...
Przekład z j. rosyjskiego, przypisy i komentarz – Robert K. Leśniakiewicz © |