Niestety, Bałtyk to jest także potężna puszka Pandory, która raz tknięta może skończyć się fatalnie dla tego morza i dla nas wszystkich. Sprawa depozytów w jego wodach Bojowych Środków Trujących (BŚT) stanęła ponownie na porządku dziennym w związku z planowana budową drugiej nitki Gazociągu Jamalskiego, który ma wieść od Wyborga w Rosji do Greifswaldu w Niemczech, z pominięciem krajów bałtyckich i Polski, ale przez polską strefę ekonomiczną Bałtyku. Z jednej strony bardzo dobrze, bowiem budowa tego rurociągu poprzez Polskę byłaby kolejnym problemem ekologicznym, aliści położenie go na dnie Bałtyku sprawia kolejny problem – możliwość uwolnienia się BŚT z zatopionych tam zapasów tej broni C. Istnieją różne szacunki, ale oscylują one wokół następujących danych: 150.000 ton amunicji chemicznej i konwencjonalnej w wodach Skagerraku na głębokości 200-600 m; 80-90 tys. ton amunicji zawierającej ok. 16 tys. ton różnego rodzaju gazów bojowych takich jak iperyt, sarin, tabun, adamsyt. BŚT zatapiano w rejonie, który rozciąga się na południe od Gotlandii, a przede wszystkim w głębi dookoła Bornholmu, na głębokości 70-100 m. Tego rejonu rosyjsko-niemiecki gazociąg nie mógłby ominąć. Poza tym BŚT topiono w okolicach Dziwnowa na głębokości 10-12 m – jest tam iperyt, luizyt, Clark I i Clark II; Kołobrzegu – na 65 m amunicja artyleryjska, miny plus pojemniki z iperytem, luizytem, Clark I i II oraz chloroacetofenolem; Darłowa – bomby z iperytem na głębokości 90 m i okolice Helu – na 105 m bomby, amunicja, miny plus pojemniki z iperytem, luizytem, chloroacetofenolem, Clark I i Clark II. (=> M. & J. Bełdowscy – Chemia Bałtyku w Wiedza i Życie nr 7/2005) Ujawniono tylko część map rejonów, w których miała być zatapiano BŚT. Faktycznie może się znajdować gdzie indziej, bo załogi statków nieraz chciały się jak najszybciej pozbyć takiego ładunku – jak twierdzą specjaliści z MIR. Ale to jeszcze nie wszystko, bo według nich na dnie Bałtyku może kryć się dużo więcej niespodzianek, bowiem według nieoficjalnych informacji broń C zatapiano tu już po pierwszej wojnie światowej. (=> E. Andrulewicz – wypowiedź dla Gazety Wyborczej z 14.09.2005)
To jeszcze nie wszystko, bowiem wzdłuż dawnych radzieckich wybrzeży Bałtyku znajdują się zatopione składowiska burzących i zapalających bomb lotniczych, które beztrosko topiono na akwenach wojskowych. Szczególnie niebezpieczne są bomby zawierające biały fosfor, który nie dość, że na wolnym powietrzu ulega samozapłonowi, to jeszcze jest silnie toksyczny. Słona woda z łatwością przeżera lekkie, aluminiowe korpusy bomb i fosfor uwalnia się do wody, która wyrzuca je na brzeg. Wystarczy, by dopadły go dzieci, które biorą go za bursztyn i bieda gotowa. Na początku lat 90. ub. stulecia taki przypadek miał miejsce w okolicach Królewca, gdzie zatruciu i poparzeniom III stopnia uległo kilkanaście osób. (=> Polska Zbrojna, wrzesień 1991 r.)
Do tego należy doliczyć jeszcze wraki zawierające substancje niebezpieczne i ropopochodne, to obraz będzie pełny i wyjątkowo ponury, bo wynika zeń, iż Bałtyk jest najbrudniejszym, najbardziej skażonym morzem świata!
No, a teraz w tą puszkę Pandory zamierza się wprowadzić gazociąg. Nie wyobrażam sobie przeciągnięcia długiej na 1.200 km rury bez likwidacji chociaż części z tych zagrożeń! Niemcy nie wydają się być zaniepokojeni, Rosjanie – tym bardziej. Oczywiście – największe koszty tego przedsięwzięcia, w razie wpadki z BŚT poniosą Polacy, bo to paskudztwo pójdzie w ich strefę ekonomiczną i to będzie głównie naszym zmartwieniem. Czy nowe władze naszego kraju uporają się z tym problemem? Czy w ogóle jesteśmy przygotowani na odparcie takiego chemicznego zagrożenia ze strony tysięcy ton zatopionych w Bałtyku BŚT? Obawiam się, że jeżeli nawet są jakieś plany, to tylko na papierze, bo już tak jest, że zagrożenie – przecież tak piekielnie realne – jest zawsze lekceważone, a podnosi się alarm wtedy i tylko wtedy, gdy jest już na wszystko za późno.
Oby nie tym razem.
* * *
Tak to opisałem w dniu 27 września 2005 roku, i artykuł ten pt. Bałtyk – zimna puszka Pandory poszedł do redakcji Eko Świata (ukazał się w numerze 12/2005) oraz na wewnętrzne forum Centrum Badań Zjawisk Anomalnych. Zasugerowałem przy tym, że sprawą powinna zainteresować się nasza Koleżanka – Anna Milewska, która już niejednokrotnie sprawdziła się w takich akcjach. No i nie zawiodłem się, bo już następnego dnia odpisała ona tak: „Słyszałam pogłoski, że ten gazociąg jest przykrywką dla poprowadzenia ropy naftowej.. Tak czy inaczej, awantura dopiero się zacznie. A do Bałtyku już teraz lepiej nie wchodzić. Byłam dziś na plaży - śmierdziało jak kanał...” I tu emotikon wyrażający dezaprobatę.
Ania Milewska strzeliła w dziesiątkę, czy była to kobieca intuicja? Przeczytałem to i jakaś klapka odemknęła mi się w mózgu. Pamiętałem bowiem, jak to w latach 80. XX wieku, utworzono polsko-radziecko-enerdowskie konsorcjum poszukiwawczo-wydobywcze ropy naftowej i gazu spod dna Bałtyku – PPEZRiG PETROBALTIC, które działało w tym czasie w ramach RWPG. Prowadzono wtedy wiercenia w dnie Zatoki Pomorskiej, a ja jako oficer WOP odprawiałem w morze i przyjmowałem z morza dwa tendry zaopatrzeniowe platformy wiertniczej: m/t Granit i m/t Bazalt chodzące tam ze Świnoujścia. Niekiedy rozmawiałem z ich załogantami i geologami, którzy tam pracowali. Mówiło się wtedy o wielkiej ropie i wielkim gazie pod Bałtykiem – wszyscy mieli w pamięci to, co się działo pod Karlinem (szyb Daszewo 1), gdzie w dniach 9 grudnia 1980 – 8 stycznia 1981 roku paliła się ropa i gaz, zanim je wreszcie ugaszono, przy wykorzystaniu armatek wodnych oraz armat o różnym kalibrze – był to chyba pierwszy raz, kiedy do gaszenia wytrysku ropy naftowej i gazu zastosowano haubicę 85 mm, haubicę 122 mm i haubicoarmatę o kalibrze 152 mm! Dopiero ta ostatnia była skuteczna i odstrzeliła prewenter, który przeszkadzał w akcji gaszenia wydobywającego się z szybu strumienia ropy i gazu... (=> Historia Szczecin.pl - http://www.historia.szczecin.pl/articles.php?id=84&page=1-4) Były to nadzieje dość płonne, bowiem wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że Polska Kuwejtem nie będzie, bo na wszystkim łapę trzymał Wielki Brat, który nie zezwoliłby nam na eksploatację naszych złóż, co uniezależniłoby nas energetycznie od ZSRR. Podobnie miały się mieć sprawy z Wielką Ropą i Gazem pod Kujawami – tam, gdzie znajdują się pola Wylatowa, Młynów, Pigży... Takie były realia PRL w tamtych czasach, kiedy to niektóre tematy były zakazane, bo godziły w żywotne interesy... Związku Radzieckiego. Istnieją legendy o tym, że mapy geologiczne sporządzone w czasie tych odwiertów wciąż są tajne i znajdują się w Rosji. Faktem jest, że PRL był całkowicie uzależniony gospodarczo od ZSRR i nawet w czasach gierkowskiego prosperity (za pożyczone na „zgniłym” Zachodzie pieniądze) główne decyzje gospodarcze o znaczeniu strategicznym były zatwierdzane na Kremlu. (=> Antologia – Czarna księga komunizmu, Warszawa 1999; antologia – Komunizm w Polsce, Warszawa 2005) Dlatego też post naszej Koleżanki tak mnie zbulwersował.
Być może chodzi rzeczywiście i podkradanie gazu i ropy z naszej strefy ekonomicznej – już sam fakt prowadzenia rozmów o położeniu Wielkiej Gazrury na dnie Bałtyku bez naszej wiedzy i zgody wzbudza podejrzenia, że chodzi właśnie nie o transfer gazu, a o podkradanie nam surowców. I dlatego też przyszły rząd Rzeczpospolitej zamiast bawić się teczkami b. SB powinien patrzeć dobrze Niemcom i Rosjanom na ręce i w razie czego interweniować, gdzie się tylko da, zaś ABW i WSI zamiast zaglądać do łóżek klerykałom i antyklerykałom powinny szukać tych map. To jest najżywotniejszym interesem tego kraju, a nie dochodzenie tego, kto z kim śpi i czyje są dzieci...
A teraz o UFO i USO. CBZA dysponuje kilkunastoma relacjami o obserwacjach NOL-i nad wodami Bałtyku czy USO w wodach tego morza. Zainteresowanych nimi odsyłam do mojego opracowania pt. UFO na granicy, (Kraków 2000), w którym opisałem najciekawsze z nich. UFO nad Bałtykiem widzieli także Szwedzi, Duńczycy, Niemcy, Rosjanie, Litwini, Łotysze, Estończycy i Finowie... A zatem nieznany Ktoś bardzo się interesuje postępami tych prac i założę się o wszystko, że jeszcze nieraz UFO i USO będą obserwowane w pobliżu akwenów, w których będzie się prowadzić prace podwodne przy układaniu gazociągu. Co ciekawsze – UFO były obserwowane w okolicach Greifswaldu w Niemczech, co mogło mieć związek z gazociągiem, ale także z okoliczną elektrownią jądrową w Lubminie – Nord IV, która była równie niebezpieczna, jak Czarnobylska EJ na Ukrainie. Rozebrano ją we wczesnych latach 90., ale NOL-e pokazywały się tam ciągle, a zatem musiała być inna przyczyna, dla której akwen ten przyciągał uwagę Ufitów. Teraz już wiemy – była nią Wielka Gazrura...
Jakie z tego płyną wnioski? A takie, że Oni interesują się naszą działalnością szkodzącą ziemskiemu środowisku i wciąż nas obserwują pod tym kątem. A to z kolei wskazuje na to, że Oni wcale nie muszą pochodzić z głębokiego Kosmosu, a mogą być (i zapewne są) po prostu ludźmi. I to mieszkańcami naszej planety, którym rozwój naszej industrializacji i postępy w niszczeniu środowiska leżą głęboko na sercu. I nie zdziwiłbym się zbytnio, gdyby okazało się, że Ufici są naszymi dalekimi potomkami, którzy delikatnie i w białych rękawiczkach ingerują niejawnie w naszą Teraźniejszość po to, by nie zmieniła się Ich własna Rzeczywistość...
Robert K. Leśniakiewicz |